Publicystyka filmowa
Nie tylko „Łowca androidów”. Ekranizacje książek PHILIPA K. DICKA, wizjonera science fiction
Przegląd filmów na podstawie powieści i opowiadań amerykańskiego prozaika.
W marcu minęło czterdzieści lat od śmierci Philipa Kindreda Dicka – wizjonera science fiction, który mówił o sobie, że nie jest pisarzem, lecz beletryzującym filozofem. Napisał ponad 40 powieści i blisko 120 opowiadań, z których co najmniej kilka trafiło do kanonu światowej literatury. Filmowcy chętnie sięgają po jego prozę, zazwyczaj jednak wykorzystują tylko fantastycznonaukowy anturaż, pomijając to, co u Dicka najważniejsze: aspekty filozoficzne, teologiczne i socjologiczne. W rezultacie spośród 14 kinowych i telewizyjnych adaptacji jego utworów bronią się zaledwie cztery, przy czym jedna z nich jest niekwestionowanym arcydziełem.
Łowca androidów (1982)
Co można powiedzieć o tym filmie, co jeszcze nie zostało powiedziane, nie popadając w banał? Dla wyżej podpisanego jest to najwspanialszy obraz w dziejach kina – pierwszy raz widziany późną nocą w niemieckiej telewizji satelitarnej, z dubbingiem i przerwami na sprośne reklamy. Później oglądany, podziwiany i analizowany jeszcze kilkadziesiąt razy. Materiał źródłowy – powieść Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? – został potraktowany dość liberalnie, ale jakimś cudem reżyserowi (Ridley Scott) i scenarzystom (Hampton Fancher, David Peoples) udało się zachować kluczowe kwestie poruszane przez Dicka.
Pisarz zmarł cztery miesiące przed premierą Łowcy androidów, ale zdążył obejrzeć dwadzieścia minut materiału filmowego na zamkniętym pokazie i był zachwycony tym, co zobaczył. Mimo iż różnice są znaczne, książka i film nawzajem się uzupełniają – mówił. Jeśli najpierw obejrzysz film, a później przeczytasz książkę, w książce znajdziesz więcej treści niż w filmie. Ale to działa w drugą stronę. Jeśli zaczniesz od książki, film wyda ci się bardziej treściwy. Te dwie wersje opowieści nie są więc ze sobą sprzeczne. Znakomita kontynuacja Denisa Villeneuve’a pod tytułem Blade Runner 2049 nie powstała w oparciu o dorobek Dicka, toteż nie została uwzględniona w niniejszym zestawieniu.
Pamięć absolutna (1990)
W opowiadaniu Przypomnimy to panu hurtowo pada tylko jeden strzał (na dobitkę niecelny), tymczasem nakręcony na jego podstawie film Paula Verhoevena to krwawe, brutalne kino akcji z gonitwami, strzelaninami, bijatykami i Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej.
Mówiąc krótko: Dick na sterydach. Takie były zresztą zarzuty krytyków pod adresem filmu tuż po jego premierze, z czasem jednak Widzowie chcą zobaczyć okrutnego tyrana Cohaagena bezlitośnie miażdżonego przez marsjańskie ciśnienie, pozbawionego rąk Richtera spadającego w przepaść oraz
Wyznania łgarza (1992)
Dick zapisał się w historii literatury jako autor fantastyki naukowej, ale na jego obszerną spuściznę składa się też tuzin pisanych ciężką ręką powieści realistycznych. Za życia pisarza opublikowano tylko jedną i były to Wyznania łgarza – gorzki portret toksycznego małżeństwa, osadzony w północnej Kalifornii końca lat 50.
ubiegłego wieku. Na podstawie tej właśnie książki francuski reżyser Jérôme Boivin zrealizował obraz zatytułowany Na domiar złego obecna u Dicka melancholia została zasłonięta parawanem typowo francuskiej farsy, a finałowe łzy skruszonej hetery stoją w całkowitej opozycji do wyraźnie psychopatycznego charakteru jej książkowego odpowiednika. Boivin potraktował materiał wyjściowy w sposób powierzchowny i pretekstowy, efekt końcowy przypomina zaś tani film telewizyjny. I jeszcze ta irytująca, wszechobecna piosenka z powtarzającym się słowem
Tajemnica Syriusza (1995)
Wyżej podpisany był na tym filmie w kinie w 1996 roku i już wtedy wiedział, że to kompletne nieporozumienie (notabene wyświetlano go wówczas jako Screamers – Krzyk zagłady i doprawdy trudno powiedzieć, dlaczego później zaczął dzielić tytuł z książką Roberta K.G. Temple’a o rzekomych kontaktach afrykańskiego plemienia Dogonów z kosmitami). Tajemnica Syriusza zasadniczo dochowuje wierności fabule opowiadania Odmiana druga, na podstawie którego została zrealizowana, problem z filmem Christiana Duguaya leży gdzie indziej.
Przede wszystkim jest to niskobudżetowe kino klasy „B”, które stawiane przez Dicka filozoficzne pytania o naturę człowieka sprowadza do poziomu banalnego horroru science fiction będącego popłuczynami po Obcym (łącznikiem jest Dan O’Bannon, scenarzysta obu filmów, który wcześniej napisał też skrypt do Pamięci absolutnej Verhoevena). W końcówce znalazły się nawet tak absurdalne sceny, jak wybuch mikroładunku nuklearnego i walka w stylu kung-fu! Zupełnie niepotrzebny jest także doklejony na siłę wątek miłosny pomiędzy człowiekiem a robotem, co jest z kolei popłuczynami po Łowcy androidów. A niejednoznaczny finał nie jest nawet w połowie tak złowróżbny i przygnębiający, jak w oryginale. W 2009 roku powstał równie kiepski sequel Tajemnica Syriusza: Polowanie.
Impostor. Test na człowieczeństwo (2001)
Opowiadanie będące inspiracją dla filmu Gary’ego Fledera funkcjonuje w polskich antologiach pod różnymi tytułami: Oszust, Mistyfikator i po prostu Impostor. Był to pierwszy utwór, w którym Dick poruszył jeden z czołowych tematów swojej twórczości: istota człowieczeństwa oraz jego granice (Od tamtej pory, ma się rozumieć, zajeździłem go na śmierć, niemniej jednak wciąż mnie fascynuje – przyznawał po latach autor Trzech stygmatów Palmera Eldritcha).
Próżno jednak szukać podobnych rozważań w tej męczącej, nieudanej ekranizacji, bo literacką treść potraktowano po macoszemu, poświęcając filozofię na ołtarzu ogłupiającej rozrywki. Nie zabrakło oczywiście wątku romantycznego, który w opowiadaniu był ledwo zarysowany, tutaj zaś został wyeksponowany jako główne źródło napięcia pomiędzy oskarżonym o bycie obcym androidem Spencerem Oldhamem a jego żoną Mayą. Pozytywnie zaskakuje tylko zgoła niehollywoodzki finał – właśnie dlatego, że jest wierny autorskiej wizji Dicka, u którego happy endy należały do rzadkości. Jest przy tym Impostor filmem doskonale obłym i pozbawionym własnego stylu, filmem niczym potwór Frankensteina pozszywanym z dziesiątków innych produkcji spod znaku science fiction.
W 1962 roku na podstawie opowiadania zrealizowano odcinek brytyjskiej antologii telewizyjnej Out of This World.
Raport mniejszości (2002)
Steven Spielberg i Philip K. Dick reprezentują dwa zupełnie różne światy. Pierwszy jest radosnym optymistą, dobrodusznym kuglarzem o duszy wiecznego dziecka, który w maszynach widzi nie tylko szansę na duchowy rozwój ludzkości, ale wręcz zastępstwo człowieka na Ziemi (vide nieznośnie przesłodzona A.I Sztuczna inteligencja). Drugi to skrajny pesymista, posępny filozof wieszczący rychłą zagładę gatunku ludzkiego pod naporem postępu technologicznego i związanych z nim zagrożeń. Nie powinno zatem dziwić, że ekranowy mariaż kuglarza z filozofem okazał się poniekąd mezaliansem. Owszem, procent Dicka w Spielbergu jest dość wysoki – są tu agresywne reklamy zagnieżdżające się głęboko w świadomości, jest opresyjny aparat powszechnej kontroli i telepatyczne predyspozycje wykorzystywane przez władze do swych celów.
Ale tam, gdzie pisarz wyrażał obawę przed zdobyczami cywilizacji, reżyser zdradza słabo skrywaną fascynację stechnicyzowaną rzeczywistością, nad którą – jak sądzi w swej naiwności – można zapanować. Jakby na potwierdzenie tej tezy Spielberg serwuje widzom obowiązkowy łzawy happy end będący zaprzeczeniem niejednoznacznego finału opowiadania Dicka. W 2015 roku
Zapłata (2003)
Jeżeli za kamerą staje John Woo, to wiadomo, czego można się spodziewać: dużego stężenia strzałów z broni palnej, pościgów, eksplozji, mordobicia i tłuczonego szkła oraz małej ilości sensu. Co ciekawe, reżyser planował thriller w duchu Hitchcocka, ale nie pozwolił mu na to scenariusz nastawiony na akcję. Jego autor, Dean Georgaris, wątpi w inteligencję widza, więc w swoim tekście nie tylko powtarza sceny, ale i każe postaciom komentować bieżące wydarzenia.
Dla przykładu, jeśli ktoś cierpi na dyskalkulię i deficyt uwagi, nie musi się martwić, bo Ben Affleck głośno wypowie wartość widocznej na ekranie liczby: Ojej, 92 miliony dolarów!. Obsadzenie tego aktora w roli mózgowca-inżyniera jest mało wiarygodne, bo to przykład przerostu cielesnej formy nad umysłową treścią (Affleck nie bez powodu otrzymał Złotą Malinę za swój drewniany występ). Jest jeszcze Paul Giamatti jako niezbyt zabawny
Przez ciemne zwierciadło (2006)
Wydaną u schyłku lat 70. książkę uważa się za najbardziej osobiste dzieło Dicka, który w poruszającym posłowiu wyznał: Ja sam nie jestem postacią występującą w powieści. Jestem samą powieścią. W tych czasach było nią całe nasze społeczeństwo. Fantastyczną fabułę o losach narkomanów uzależnionych od Substancji A – niebezpiecznego narkotyku, który dzieli mózg na dwie rywalizujące ze sobą połowy – zaczerpnął pisarz ze swych wieloletnich doświadczeń z substancjami odurzającymi.
Ponad trzy dekady później powieść została przeniesiona na ekran przez Richarda Linklatera w wówczas unikatowej i niezwykle skomplikowanej technice rotoskopowej. Ten rodzaj animacji pozwolił twórcom w przekonujący sposób pokazać nierzeczywistość świata postrzeganego oczami osoby odurzonej. Ale film broni się również na poziomie scenariusza (autorstwa samego reżysera) i obsady aktorskiej (Robert Downey Jr.!). Przez ciemne zwierciadło jest zgodne z duchem pierwowzoru i całej twórczości Dicka, co czyni zeń bez wątpienia jedną z najlepszych ekranizacji – tuż obok Łowcy androidów, pierwszej Pamięci absolutnej i Radia Wolne Albemuth. Szkoda tylko, że w filmie zabrakło zabawnej sceny z powieści, w której bohaterowie zastanawiają się, w jaki sposób przemycić przez granicę ogromną bryłę haszyszu.
Next (2007)
Od prawie każdego filmu Lee Tamahoriego należy trzymać się z daleka i Next nie stanowi wyjątku od tej reguły. Z poświęconego zagadnieniom władzy opowiadania Złoty człowiek pozostały tu jedynie personalia i paranormalne umiejętności głównego bohatera, pozostałe elementy to typowa hollywoodzka sztampa.
Zgodnie z konwencją pierwszy pościg odbywa się już w 10 minucie filmu, w finale zaś ma miejsce tradycyjna wielka strzelanina poprzetykana kilkoma malowniczymi wybuchami, w tym – a jakże! – eksplozją bomby atomowej nad Los Angeles. I wtedy okazuje się, że to wszystko było tylko wizją Crisa – jednym z kilku możliwych wariantów rzeczywistości. Nie jest to jednak satysfakcjonujący Piramidalna bzdura, której nie ratuje nawet epizod z udziałem Petera Falka, czyli sympatycznego porucznika Columbo. O ile uczestnictwo Cage’a w tym katastrofalnym przedsięwzięciu nie dziwi (aktor był wówczas w samym środku kryzysu zawodowego), o tyle zachodzi pytanie: dlaczego zgodziła się na to aktorka tej klasy, co Julianne Moore?
Radio Wolne Albemuth (2010)
Dick napisał Radio Wolne Albemuth w połowie lat 70., ale kiedy wydawnictwo Bantam odmówiło publikacji, autor dokonał w tekście gruntownych przeróbek. Były one na tyle istotne, że książka ukazała się ostatecznie pod tytułem VALIS, a pierwszą wersję maszynopisu w niezmienionej formie wydano dopiero trzy lata po śmierci Dicka. Fabuły obydwu powieści oscylują wokół osławionych przeżyć mistycznych pisarza z lutego i marca 1974 roku (więcej na ten temat w nieocenionej biografii Boże inwazje.
Życie Philipa K. Dicka
Władcy umysłów (2011)
Kolejna bardzo swobodna adaptacja. Z opowiadania Ekipa dostosowawcza zaczerpnięto tylko wątek wszechmogącej organizacji potajemnie sterującej losami świata, reszta jest wymysłem scenarzysty i reżysera George’a Nolfiego. Fabuła przedstawia się następująco: amerykański kongresmen kandyduje w wyborach do senatu, lecz opublikowane przez prasę brukową zdjęcie z przeszłości przekreśla jego starania.
Młody polityk jest gotów całkowicie porzucić karierę dla przypadkowo poznanej tancerki (jakby to ujął Himilsbach: „ Niby jest tu coś o wolnej woli, ale ostatecznie nic znaczącego. Niby coś o sile miłości powodującej wewnętrzną przemianę, ale niewiele poza frazesami. Niby coś o roli przypadku i przeznaczenia, ale jakby od niechcenia. Reżyser powiedział, że intencją
Pamięć absolutna (2012)
Bardziej remake filmu Verhoevena niż wierna ekranizacja opowiadania Dicka – na dodatek pozbawiona kilku motywów kluczowych dla filmu z 1990 roku. Miejscem akcji nie jest więc kolonia na Marsie, lecz Ziemia spustoszona po wojnie chemicznej, Richter i Lori zostali połączeni w jedną osobę, a postać Kuato – odrażającego mutanta stojącego na czele rebeliantów – została całkowicie usunięta ze scenariusza.
Nawet firma Rekall nie mieści się już w sterylnych biurach, lecz w pomieszczeniach przypominających futurystyczną palarnię opium. Pomimo tych zmian pierwsza połowa filmu Lena Wisemana jest obiecująca: dobrze wykreowany, wiarygodny świat (atoli garściami czerpiący zarówno z Jednak z każdą minutą rośnie liczba pościgów, strzelanin i eksplozji, które przykrywają wszelkie walory filmu. W rezultacie pod koniec dwugodzinnego seansu widz traci zainteresowanie historią dotkniętej amnezją maszyny do zabijania. Ciekawe, że w przyszłości w klubach tanecznych króluje dubstep – gatunek, który już w trakcie produkcji
Człowiek z Wysokiego Zamku (2015–2019)
To jedna z najwyżej cenionych powieści w bibliografii Dicka, a także flagowy przykład gatunku zwanego historią alternatywną. Pomysł genialny w swej prostocie: oto drugą wojnę światową wygrywają państwa Osi, które dzielą cały glob na strefy okupacyjne. Na zachodnim terytorium dawnego USA powstają Pacyficzne Stany Ameryki kontrolowane przez Japonię, podczas gdy wschodnia część kraju – oddzielona strefą buforową w Górach Skalistych – wchodzi we władanie nazistowskich Niemiec.
Bohaterowie książki zaczytują się w fantastycznonaukowej powieści Pierwszy sezon oddawał sprawiedliwość literackiemu pierwowzorowi – nawet jeśli książkę Abendsena zmieniono na taśmę szpulową z zakazanym filmem – lecz w kolejnych niepotrzebnie namnożono intrygi i postacie, których w powieści nie było (na przykład amerykański nazista John Smith). W ten sposób studium nad fenomenem historii stało się kolejnym telewizyjnym tasiemcem.
Electric Dreams (2017–2018)
Twórcy tej antologii, wzorem wielu poprzednich ekranizatorów Dicka, skupili się na fantastycznej formie, a nie na filozoficznej treści jego dzieł. A przecież, jak słusznie zauważył Stanisław Lem w Fantastyce i futurologii: Nie można sobie wystawić I. Asimova lub A. Clarke’a wyzbytych rynsztunku SF; ich twórczość po odjęciu „oprzyrządowania” fikcjonalnego zapadnie się do zera. Lecz można sobie wyobrazić Dicka poza wiekiem technicznej mitologii; np. jako pisarza wgnieżdżonego w spirytyzm albo w baśń pseudohistoryczną; to bowiem, co Dick ma do powiedzenia, nie jest ani na technologii oparte, ani z nauki wywodliwe; dziedziny te są jego kostiumologią, a wiadomo wszak, że elżbietańskie dramaty można odgrywać też we frakach lub dżinsach. […] Jest to literatura egzystencjalnych dramatów, artykułowanych rupieciem kiczu i tandety SF. Dyskusyjny jest również wybór opowiadań, które posłużyły za osnowę kolejnych odcinków – pochodzą one z wczesnego okresu twórczości, gdy Dick dopiero szlifował warsztat. Na dodatek ich pierwotne sensy zostały utracone na skutek radykalnych modyfikacji fabularnych. W efekcie tylko jeden odcinek czyni Dickowi zadość i jest to The Commuter z poruszającą kreacją Timothy’ego Spalla, wybitnego brytyjskiego aktora znanego z filmów Mike’a Leigh.
Suplement: To nie film ani serial, ale warto sięgnąć po audiobook na podstawie powieści Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, przygotowany przez serwis Audioteka i wydawnictwo Rebis.
Jest to kapitalna adaptacja z udziałem m.in. Andrzeja Chyry, Agaty Kuleszy, Łukasza Simlata, Anny Dereszowskiej i Roberta Więckiewicza oraz z muzyką grupy Pink Freud – znacznie lepsza od większości opisywanych tutaj filmów.
